G blog. gkp G pokój! Oficjalna strona GKP
Kategorie: Wszystkie | 76 | AI | CH | EM | Gieciki | Gry | HH | Wiedźmin
RSS
środa, 19 sierpnia 2015
27

Tak, tak, to już 27 lat od 19.08.1988.

Ehh, czas leci :)

Podawałem wieki wg numerków z koszulek koszykarzy NBA, niestety z numerem 27 nie kojarzę jakiegoś fajnego koszykarza. Więc chyba pora przerwać serię.

No cóż tak to jest, starość nie radość, młodość nie wieczność itd :) do przodu :)

piątek, 31 lipca 2015
żyję

Blog i ja dalej żyjemy - po prostu lato.

środa, 17 czerwca 2015
Mistrz!

Andre Iguodala

Mistrzem NBA 2015 roku został zespół Golden State Warriors, a wśród nich najlepszy koszykarz Świata Andre Iguodala.

Dodatkowo za swój wkład w wygranie 4 meczy z 6 rozegranych w finale NBA, Andre Iguodala dostał nagrodę MVP tychże.

Co tu dużo mówić?
Nie kojarzę już czy pisałem o tym na blogu czy nie, ale parę osób na pewno wie, że moje zainteresowanie NBA trochę zmalało ostatnimi lata. Mimo to, dalej staram się trzymać rękę na pulsie i sprawdzać codziennie wyniki, porównywać, obejrzeć skróty, top teny. Odpadło głównie oglądanie meczy na żywo, czytanie stron poświęconych tematyce NBA. Pojawiły się pytania - kiedy wreszcie doping wyjdzie na jaw w NBA, kiedy wreszcie będą respektowane prawa wobec każdych. Ale trudno, trzeba o tym teraz zapomnieć.
Najważniejsza rzecz na dzień dzisiejszy: Andre Iguodala jest mistrzem. I do pokaźnej grupki nagród dokłada tą jedną, prawdopodobnie najważniejszą (temat rzeka - czy mistrzostwa NBA to mistrzostwo Świata, jeśli NBA jest najlepszą ligą na świecie, inny temat czy dla koszykarza którego świat to prawie tylko NBA, mistrzostwo olimpijskie lub prawdziwe mistrzostwo Świata coś znaczy? znaczy więcej niż miś NBA?). Obecnie nieważne - Andre Iguodala ma to wszystko! jak na najlepszego koszykarza Świata przystało.

Co dalej można mówić?
Od zera do bohatera? Od pucybuta do milionera? Troszkę tak, ale bardziej nie. AI nigdy nie grał słabo. Przez dłuższą część swojej kariery poprawiał się (jak i swoje statsy) - został liderem drużyny - dojście do 2 rundy. Przyszedł czas na zmianę kamaszy i trochę roli, eksperymenty trochę mnie lub bardziej udane - Denver, Golden. Dochodzimy do sezonu obecnego - skład drużyny bardzo dobry, trener bardzo dobry, choć to jego pierwszy raz. I co się dzieje? Trener po rozmowach z AI postanawia grać nim z ławki - zawodnikiem, których we wszystkich drużynach grałby w S5 tutaj ma nagle grać z ławki? Cóż decyzja i realizacja mogą być trudne, ale nie przy zawodniku jakim jest AI, który potrafi poświęcić własne cele dla dobra drużyny, dla którego taki manewr nie odbije się na psychice, a i również na efektywności, bo efektowny będzie zawsze (pooglądajcie jego ruchy, jego mięśnie, jego styl, jego sposób grania, jego poruszanie się). I tym sposobem (no nie tylko tym :P ) trener Kerry stworzył najlepszą drużynę w sezonie 2014/2015, która w sumie bez większych problemów dotarła do finałów NBA, gdzie miała się pójść w szranki z tym "prawdziwie" najlepszym koszykarzem świata.

Przewidywania, wyliczania? Różne, każdy miał swoje typy, ja skromnie stawałem na 4-2 dla GSW i to się sprawdziło. Nie sądziłem jednak, że sprawa się tak rozwinie, że w finale NBA nie będzie pojedynków centrów, że będzie to raczej pojedynek graczy wszechstronnych, średnio wysokich (jak na standardy NBA), dobrze zbudowanych potrafiących grać dobrze pod koszem, ale grożący również rzutem za 3 punkty i wjeżdżających pod kosz nie gorzej niż najlepsi obrońcy. A już w ogóle nie spodziewałem się, że Kerr zaskoczy nas decyzją o powrocie Iguodali do S5 w GSW. Cóż, po pierwszych mieczach każdy widział jak super gra Lebron, ale wielu dostrzegało jaką dobrą pracę może wykonać na nim AI. I tak począwszy od game 4 do game 6 - Andre Iguodala zawitał na stałe do pierwszej piątki, a co już w ogóle nawet dziś wydaje się nieprawdziwe, począwszy od game 3, a w pełni to potwierdzając w game 4 mówiło się o AI jako o MVP tych finałów. Co dalej się stało, każdy już chyba wie... Golden wygrało, a AI zdobył tytuł MVP.

Czy to dziwne? Cóż, dla mnie nie. Znam AI jak mało kto i doceniam jego cholernie ogromną pracę jaką wykonuje, a którą niestety nie każdy dostrzega. Dziwi mnie właśnie to, że wreszcie tak wiele osób - dziennikarzy/analityków/specjalistów/nawet zwykłych osób zaczęło to dostrzegać w takim stopniu, żeby nagradzać go tytułem MVP. Dzięki w swoim imieniu, ale również AI.

Co dalej?
Świętowanie :)

Co jeszcze dalej?
Fajnie by było obronić tytuł, czego życzę AI i GSW.

To może parę fotek? kolejność będzie super przypadkowa :)

2 legendy: Bill Russell i Andre Iguodala:



Wanna fight?



Celebracja przed mediami:



Are we talking about practise?



Piątka z trenerem:



Ja!


 

Trochę szampana trzeba wylać:



Bang!




Trochę cieszynek też musi być:




Kto jest numerem 1 na świecie? Ja się zgłoszę:



Lekcja rzucania:



Ooo, to moje:




Jak ja to robię? Po prostu:

 

 

Swag dziwko!




Remember me:



A na koniec, taka mała prywata. Sam również grywam w kosza. Ten sezon też okazał się dla mnie bardzo owocny, też wygrałem finał jak AI:

Poniżej dyplomy: w środku ten z ostatniego sezonu za 1 miejsce, obok, z poprzednich sezonów za 2 i 3 miejsce.


I też mam swój puchar:



Więc kiedy już ogłosiłem tą wiadomość, chyba mogę w pełni spełniony skończyć z koszykówką :)

czwartek, 04 czerwca 2015
40 AJ

Dziś 40 lat kończy Angelina Jolie. Taki pewien etap dla mnie, bo to jedna z pierwszych takich miłości z czasów może nie dzieciństwa, ale nastolactwa.

Poznałem ją, kiedy obejrzałem film Hakerzy, później trochę nieświadomie w filmie 60 sekund, i bardziej świadomie w Kolekcjonerze kości.

Później przyszedł czas na Tomb Raidery, ale też bardziej ambitne filmy jak Złodziej życia, Gia, Przerwana lekcja muzyki.

Aż do czasów w pełni świadomych i filmów jak Pan i Pani Smith, Oszukana czy Wanted.

Obejrzałem 19 filmów w których grała i mimo, że żaden z nich nie otrzymał ode mnie 10/10 na filmwebie, to niezaprzeczenie zagrała w kilku dobrych filmach, i co ważniejsze stworzyła kilka bardzo dobrych ról.

Jest piękna, to fakt, ale potrafi się obronić grą aktorską.

Styl życia, trochę skandali - cóż "ameryka" - można pozazdrościć, możne negować.

Zazdroszczę jej też męża i szczerze dopinguję, żeby udało się jej rodzinie którą stworzyła.


Angelina Jolie, poniżej jedno z jej zdjęć, które mnie elektryzuje do dziś (oczywiście stylizacja do TR).




Cóż mogę Ci Angelino życzyć? Zdrówka, siły i być może tego jedynego filmu, który dostanie ode mnie 10/10. Najlepszego!

środa, 03 czerwca 2015
rower 4

Za mną kolejny rok spełnienia marzeń, realizowania pasji i dążenia do celu. Rok trochę przełomowy: z powodu zrealizowania w pewnym stopniu kroków milowych mojej jazdy na rowerze, jak i również doczekaniu się, żeby to Polacy brylowali prawie zawsze na szosach w prawdziwym, zawodowym kolarstwie.


Z racji dziennikarskiej rzetelności, pragnę poinformować, że każdy kto chce może zapoznać się z poprzednimi wpisami: 2011, 2012, 2013. Ostrzegam, przeczytanie wszystkiego wymaga trochę czasu.


Spartans! Prepare for glory!


Formy fizycznej jakoś specjalnie nie przygotowywałem przed sezonem. Formy fizycznej, bo tę trochę ważniejszą - formę psychiczną, przygotowaną mam na szczęście w większości momentów na 100%. Wracając do fizycznej - ta przychodziła sama z czasem, czego efektem jest to, że znów maksymalny jej poziom przypadł na okres około sierpnia. Oprócz formy, rosły oczywiście umiejętności, które nabieram z doświadczeniem. Samą jazdą kolarz nie żyje, więc pewne ćwiczenia rozciągające i masaże były - musiały być - inaczej bida. Stroju nie zmieniałem - obcisłe ciuchy kolarskie to jest strzał w 10 (ale fakt faktem, warto kupić nowy - bo taki strój przechodzi ciężkie chwile i traci powoli swoje właściwości). Jedną rzecz wspomnę dotyczącą ubioru - lipiec, upał prawie 40 stopni C - myślicie, że jestem ubrany tylko w spodenki i koszulkę (no i skarpetki)? Błąd, mam na sobie zawsze żonobija - raz nie miałem i było mi zimno... (po prostu zimno, pomimo cholernego skwaru z nieba). Do stroju doliczam również okulary - poprzednia para się niestety rozwaliła, rower mi raz upadł w mieszkaniu tak nieszczęśliwie, że pękły i musiałem kupić nowe, tym razem z innego marketu, bo tam gdzie wcześniej kupowałem, akurat ich nie było. Maszyna generalnie nie zmieniona, wymiana klocków hamulca to tylko poprawa bezpieczeństwa. Muszę wspomnieć o zmianie w wyglądzie swoim, o czym poinformowałem już wcześniej tutaj. Ogolenie nóg - taka fanaberia, w moim przypadku bardziej dla frajdy i mojego narcyzowego zachowania wobec łydek, niż z przyczyn techniczno - masażowych. Czy to coś pomogło, żebym szybciej jeździł? Pewnie w jakimś małym promilu tak - w następnym sezonie również zostaną ogolone, parę razy (i w przyszłych pewnie też).


This is where we hold them. This is where we fight. This is where they die.



Pora na parę statystyk, bo te zawsze ładnie obrazują co chce autor przekazać:



Jak widzicie jedne w górę, drugie w dół. Muszę dodać komentarz. Nie zależało mi na łącznej liczbie kilometrów - te same się robiły, zrobiłem trochę mniej niż w poprzednim roku - ok. Liczba wyjazdów spadła dość drastycznie. Teraz z perspektywy czasu, trochę żałuję, że nie poświęciłem się więcej, ale niestety czasem pogoda nie dopisywała (wiatr lub deszcz), czasem czułem, że nie mam formy (wolałem się nie wkurzać że nie dam rady i robić słaby wyjazd poniżej oczekiwań), czasem po prostu nie miałem czasu (obowiązki). Ale coś za coś - kiedy już byłem pogodzony z faktem, że wyjazdów będzie mniej (po około 30) postanowiłem aby te wyjazdy były dużo lepsze jakościowo niż te z lat poprzednich. Efektem tego jest zdecydowany wzrost średniej długości pojedynczego wyjazdu, czasu jego trwania i średniej prędkości osiąganej podczas wyjazdów. Wniosek - poszedłem w jakość, a nie ilość. I cieszę się z tego. Kilometrów łącznie zawsze ktoś zrobi więcej, a kilometrów pokonanych na granicy własnej wytrzymałości nikt mi nie odbierze i są moimi najlepszymi wspomnieniami. Ten spadek liczby wyjazdów to też efekt, że starałem się aby pojedynczy wyjazd liczył minimum 30 km (te poniżej zaliczałem tylko do treningów).


Spartans! Push!



Nie oczekuję Waszego współczucia, nie chce mi się kolejny raz też narzekać, że pod wiatr się cholernie jedzie i się odechciewa. Sory, taki mamy klimat i moim zadaniem jest wykorzystać niesprzyjające warunki, żeby działały na korzyść dla mnie. Dlatego też jak prawie zawsze (więcej w poprzednich wpisach) pierw jechałem pod wiatr, później z wiatrem. Ale wyobraźcie sobie niemal idealne warunki: ciepło, słonecznie, leciutki wiatr. Było tak parę razy w 2014 roku. Jeden z takich dni to 6 sierpnia - dzień, w którym spełniłem swoje marzenie - przejechałem 100 km ze średnią przynajmniej 30 km/h. Nie planowałem tego na ten dzień, po prostu się udało się. Planem przed wyjazdem było zrobienie trasy około 70-80 km czyli takiej średniej ale porządnej. Wszystko zmieniło się po 1 godzinie jazdy właściwej, kiedy to udawało mi się utrzymać średnią około 29 km/h, a czułem, że wiatr mi nie przeszkadzał i nie będzie raczej przeszkadzał. Lekkie przyspieszenie i po dwóch godzinach jazdy na liczniku 60 km zrobione, więc straty odrobione, a w głowie zaczyna się znacząco pojawiać pomysł na jeszcze większe dokręcenie. Wszystko jest w głowie - cel jasny, utrzymywać stałą minimum 30 km/h (wiadomo nie zawsze się da np pod wzniesienie), przyspieszać kiedy się da (wysokie przełożenie i siła), nie zwalniać (0 strachu), dawać z siebie wszystko (3000 kcal trochę to jest), zapomnieć o bólu (o czym? zapomniałem), wykorzystywać sytuacje (nie dać się wyprzedzać tirom - uciekać im). Przeliczać minuty i kilometry i dojechać do tej wirtualnej mety. Udało się, tutaj możecie zobaczyć wyniki na endomondo.

Spartans! Ready your breakfast and eat hearty, for tonight we dine in Hell!



Generalnie żaden mój wypad nie był związany z celowym biciem swoich rekordów. Nie umiem zmusić się do podlegania rozkazowi: dziś masz zrobić to i to (tak żeby to było rekordem). Wolę nie zawieść samego siebie. Co nie znaczy, że nie daję z siebie nic. Do każdego wypadu dokładałem starań, abym był z niego dumny, żeby trzymał poziom. Nie umiem (podobnie jak sporo zawodowych kolarzy) dać z siebie 100 % w tym dokładnie momencie (wyjechać się na 100%). Cóż, trudno. W moich warunkach amatorskiej jazdy jest to trochę usprawiedliwione myślą, że zawsze muszę uważać na sytuację na drodze (nie jeżdżę przy zamkniętym ruchu drogowym), myśleć o powrocie (zawsze muszę mieć trochę energii w akumulatorach, żeby wrócić do domu - nikt mnie nie zawiezie). Ale potrafię wyczuć kiedy moja głowa jest wolna od dużej liczby myśli, kiedy moje ciało działa niemal doskonale, kiedy sprzyjają mi do tego warunki - i tak przy okazji paru jazd udało się pobić własne rekordy. W tych momentach - kiedy pobicie rekordu jest możliwe daję z siebie blisko 100 % i staram się to zrobić po prostu. Efekty są, poniżej porównanie do roku poprzedniego, gdzie już miałem ogólnie dobrą formę:



Ten 1 km w 40 sekund powinniśmy uznać jako błąd pomiaru endomondo, trochę ciężko, żebym przez 40 sekund jechał z prędkością 90 km/h :) Chociaż przy dobrych warunkach, w niektórych momentach mogłem zrobić 1 km w około 70-80 sekund. Reszta rekordów jak najbardziej prawdziwa i realna. Jak widzicie, trochę je wyśrubowałem. Czy uda się je jeszcze poprawić? Jak może się domyślacie poprawną odpowiedzią jest czysty umysł, dobre wytrenowanie i brak przeciwności.

A teraz ciekawostka: kiedy już będziecie podczas dłuższej przejażdżki na rowerze i dopadnie Was wielki głód (po prostu czujecie że pusto w brzuchu), a do domu macie jeszcze z dobre 30 - 40 km i wiecie, że będzie ciężko - polecam mój smakołyk: zatrzymujecie się przy jakimś sklepie - kupujecie puszkę coli, grześka w czekoladzie i bułkę białą łamaną (no i też trochę zwykłej wody). Wsiadacie na rower i dalej jazda, zjadacie bułkę z grześkiem, popijacie colą i macie szybkiego kopa energii i zapchany żołądek - wilk syty i owca cała.



Give them nothing! But take from them everything!



Pieszy, kierowca, rowerzysta (i inni) - wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego. Prawo jest jakie jest, lepsze takie niż żadne. Szkoda, że mimo to (obowiązek posiadania prawa jazdy dla kierowców, nauka o podstawach ruchu w szkołach) dalej wiele osób "wie lepiej" albo co gorsze woli wykorzystywać wielkość swojego pojazdu do siłowego udowadniania swoich błędnych racji. Byłem nie raz świadkiem i nie raz uczestnikiem takich sytuacji. W niektórych, wiecie - byłem od razu na przegranej sytuacji i wolałem nie domagać się później swojego prawa, kiedy nie mógłbym chodzić, albo nawet tylko jeździć w krainie prostych dróg i wiecznie bezwietrznej pogody (kolarskim "niebie"), w niektórych wolałem chwycić za manetki i wyhamować, w niektórych sytuacjach dawało się jeszcze porozmawiać, spróbować wyjaśnić co ktoś zrobił źle, jeśli nie wie, w wielu momentach zostawało mi tylko bluźnić i wymachiwać ręką, bo jakiś szczeniak (nie chodzi o wiek, ale o rozum) jechał szybko i zdążył uciec, aż w końcu czasem potrafiłem wykorzystać swoje umiejętności i odpłacać się tym szczeniakom - głównie zajeżdżając/blokując im drogę, zwalniając im przed nosem, czy po prostu jadąc środkiem pasa blokując im możliwość wyprzedzenia. Wiecie - oko za ok, ząb za ząb - czasem nie można inaczej... Wielokrotnie byłem mocno wkurwiony takimi sytuacjami, zyskiwaniem setnych części sekundy moim kosztem. Ja rozumiem w pełni, że jestem wolniejszy od aut (pod względem maks prędkości, ale inaczej się ma sprawa w dojeżdżaniu do świateł/skrzyżowań ze stopem przy prędkości 20-40 km/h - potrafię utrzymywać takie prędkości, ruszaniu spod nich - jak chcę mogę Was zostawić w tyle), ale to nie znaczy, że nie można szanować mnie (i innych rowerzystów). Apel, prośba do wszystkich - nie rób innym tego co Tobie nie miłe, bądź dobrym człowiekiem...

 

Spartans, what is your proffesion? Ahoo ahoo ahoo!


 

Plany na 2015 rok takie same jak na lata poprzednie. Robić swoje, to do czego jestem wyszkolony, to co umiem, to z czego żyję. Przejechać kolejne tysiące kilometrów, być może spróbować wyśrubować jeszcze swoje rekordy. Po prostu czerpać radość z jazdy. Parę bardziej szalonych pomysłów jest - ale podobnie jak roku 2014 zostawiam je na trochę spontaniczne realizacje, o których zadecyduje ogólny stan organizmu i czynniki pogodowe.



Queen Gorgo: Spartan!
King Leonidas: Yes, my lady?
Queen Gorgo: Come back with your shield, or on it.
King Leonidas: Yes, my lady.


Nie było by moich dobrych jazd, gdyby nie dobra muzyka. Wspominałem, że przygotowanie psychiczne ważne, a te nie bierze się z niczego - przed każdą jazdą podczas lekkiego rozciągania i ubierania się musiałem puścić sobie parę dobrych bangerów albo kawałków, które mi osobiście dają dużo energii i motywują do działania. To raz, dwa to muzyka, która mi towarzyszyła w słuchawkach przez cały czas. Dzięki niej często mogłem zagłuszyć myśli w głowie, skupić się na jeździe, czasem sobie rapując trochę, czasem tylko podbijając wersy, czasem po prostu dosłuchując się ukrytych dźwięków w podkładzie.
Jak już jestem przy muzyce dającej motywację, nie mogę nie wspomnieć o Eurosporcie, który transmitował prawie wszystko co najważniejsze w kolarstwie i spokojnie mogłem sobie oglądać kolarzy, uczyć się, dopingować się, motywować się.
I na koniec, jak to się mówi last but not least - moi kibice - znajomi mi dopingujący. Dzięki za każde wymienione parę słów. Dla Was nie dużo - dla mnie dużo.



Stelios: It's an honor to die at your side.
King Leonidas: It's an honor to have lived at yours.



To głupie myśleć o końcowej chwili życia, kiedy ma się przed sobą jeszcze prawdopodobnie większość życia. Ale tak to jest - często brak kalkulowania, 100 % odwagi, oddania sprawie, chęć spełnienia marzeń i ich spełnianie - po dobrym wyjeździe czuję się spełniony w 100 % i mogę się pożegnać...

Ale, to jeszcze nie koniec, jak zarapował Tede.


P.S.
Parę spraw dodatkowych:
1. We wpisie użyłem zdjęć oraz cytatów z filmu 300. (moim zdaniem, jeden z najlepszych filmów)
2. Do podliczania statystyk używałem tych z endomondo oraz mojego zeszytu.
3. Pragnę przeprosić, że wpis okazuje się z pół rocznym opóźnieniem. W skrócie: awaria, niechęć, brak weny, zapomnienie, obowiązki, chęć dopracowania.

czwartek, 28 maja 2015
Zachodni Mistrz

Andre Iguodala (a również jego zespół Golden State Warriors) został mistrzem konferencji zachodniej w NBA.


Czy uda się wygrać jeszcze 4 mecze? Czy uda się zdobyć misia? Są blisko, mają szanse, przekonamy się już niedługo. Mam nadzieję/trzymam kciuki/składam datki/modlę się...

wtorek, 19 maja 2015
W3

Wiedźmin 3: Dziki Gon

premiera


Edycja kolekcjonerska, czyli lets play a game... pudełko w pudełku itd :D



Następne:


I jeszcze następne:


Pudełko, a raczej tylko okładka z frontu:


W końcu coś widać - autografy:


Ale też i Wiedźmin:


W pudełku dalej coś jest:


Co łatwo się domyślić skrywa rzeźbę:


Wracając do pudełka z Wiedźminem - artbook:


Co pod artbookiem?:


Wisior:


A w pudełku z grą oprócz płyt z grą parę instrukcji, mapka, naklejki i takie tam:



Więcej później :)

piątek, 15 maja 2015
już niedługo

Mała, miła zapowiedź:

niedziela, 10 maja 2015
strój

Jakby ktoś się dziwił albo nie mógł rozpoznać, to zmieniłem "sponsora" i częściej będę jeździć w tym stroju po prawo, ale to w lato (jak będzie gorąco). Póki co (póki tylko trochę ciepło) jeżdżę w starym, bo mam cieplejszą bluzę.



Aha i z góry chciałbym przeprosić wszystkich znajomych, których mijam na ulicy/drodze/szosie/w mieście/poza miastem. To nie jest tak, że Was unikam albo specjalnie nie zauważam - po prostu czasem nie zauważę - ot zwykła ułomność ludzka - spowodowana czasem zmęczeniem, czasem skupieniem na drodze, czasem po prostu nie rozpoznaniem Was w aucie lub gdzieś schowanych. Pozdro i do boju!

wtorek, 14 kwietnia 2015
GTA V - premiera

W końcu GTA V na PC. W końcu!



Co w środku?


To po lewej to płyty:


To po prawej to mała instrukcja:


Ale też mapa:


Więcej później! Czas pojeździć na rowerze :) (w GTA V)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45